Polonez „Jamnik” – ciekawostka czy święty Graal kolekcjonerów?

Polonez „Jamnik” – czyli kiedy polskie kombi poszło na całość

Jeśli Polonez to dla Ciebie symbol późnego PRL-u, to wersja „Jamnik” powinna przyspieszyć bicie serca każdego fana klasyków. Długi jak niedzielny obiad u teściowej, nieco nieporadny w proporcjach, a jednocześnie urzekająco swojski – to auto, które trudno pomylić z czymkolwiek innym. Ale czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z perełką dla kolekcjonerów, czy raczej z ciekawostką, która dobrze wygląda tylko na zdjęciach z minionej epoki?

Geneza Poloneza z przydomkiem „Jamnik”

Początki Poloneza typu „Jamnik” sięgają końca lat 80., kiedy to w zakładach FSO starano się stworzyć alternatywę dla typowych sedanów i krótkich kombi. Potrzebna była dłuższa płyta podłogowa, bo użytkownicy flot, służb czy celnicy potrzebowali auta z większą przestrzenią bagażową, zdolnego przewieźć nie tylko narzędzia, ale i całe worki raportów lub skrzynki z towarem. Z tego właśnie ducha praktyczności narodził się „Jamnik” – przedłużony Polonez w wersji dostawczej i osobowej.

Z wyglądu od razu było wiadomo, że coś tu jest „nie po standardzie”. Długaśne drzwi tylne, masywne proporcje i charakterystyczny „ogon” karoserii sprawiały, że wyglądał jak Polonez kombi, który przesadził z witaminami na wzrost. Ale za tym wyglądem stała czysta funkcjonalność i sporo pomysłowości konstruktorów.

Dlaczego w ogóle powstał tak długi Polonez?

FSO kombinowało, jak z jednej formy wycisnąć więcej. O ile klasyczny Polonez Caro czy Atu był autem dla rodziny, o tyle Jamnik miał cel znacznie bardziej użytkowy – mógł pełnić rolę mikrobusu, karetki, radiowozu, a nawet wozu pogrzebowego. Przedłużenie płyty podłogowej realizowano ręcznie, często w małych seriach lub wręcz jednostkowo.

W niektórych wersjach zastosowano trzecie okno boczne, które wyglądało jak dolepione z innego auta – i faktycznie często było. To był prawdziwy festiwal polskiego rzemiosła: trochę „partaniny”, trochę inżynierskiej improwizacji, ale efekt końcowy działał. I do dziś te auta wzbudzają szczery uśmiech.

Jamnik w służbie i w cywilu

Jeśli ktoś miał okazję widzieć Poloneza „Jamnika” w akcji, prawdopodobnie był to jeden z egzemplarzy, które trafiły do instytucji takich jak milicja, straż pożarna, czy zakładowe służby techniczne. Były też wersje przystosowane dla ekip budowlanych lub transportowych – w końcu pojemność bagażnika „Jamnika” była niemal legendarna.

Co ciekawe, istniały również wersje 7-osobowe z dwoma dodatkowymi fotelami z tyłu. Dla rodzin wielodzietnych był to polski minivan zanim świat poznał Chryslera Voyagera. Nie brakowało jednak wad – długie nadwozie było miękkie i podatne na skręcanie, a dwulitrowy silnik z Fiata 125p miał trudności z utrzymaniem dynamicznej jazdy przy pełnym załadunku.

Słynne wersje specjalne

  • Polonez Caro Cargo LWB – oficjalna wersja dostawcza z wydłużonym rozstawem osi.
  • Polonez Jamnik Strażacki – wyposażony w lekkie zbiorniki, sygnalizację świetlną i podstawowy sprzęt ratowniczy.
  • Polonez Pogrzebowy – powstał w kilku egzemplarzach dzięki małym firmom karoseryjnym; długi, czarny i aż nazbyt symboliczny.

Czy „Jamnik” to dziś kolekcjonerski rarytas?

To zależy, jak na to spojrzeć. W klasycznej hierarchii rzadkich Polonezów, „Jamnik” stoi wysoko, bo jego liczba egzemplarzy jest niewielka. Większość została przerobiona, rozebrana lub po prostu wyeksploatowana do granic możliwości. Te, które przetrwały, stały się chodzącymi – a raczej jeżdżącymi – legendami spotkań klasyków.

Dla kolekcjonera „Jamnik” to skarb głównie z powodu unikalności, niekoniecznie ze względu na wartość rynkową. Prawda jest taka, że polskie klasyki dopiero zyskują na mocy marketingowej, a Polonez, mimo swego kultowego statusu, pozostaje raczej ikoną nostalgii niż inwestycją stulecia.

Jednak jeśli ktoś potrafi docenić ten typ absurdalnego uroku i ma kawałek garażu (a najlepiej dwie długości garażu), to posiadanie Poloneza Jamnika jest jak adoptowanie dinozaura z warszawskiego Żerania. Raz zobaczysz, i już wiesz, że nie ma drugiego takiego.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Odnalezienie egzemplarza w rozsądnym stanie graniczy z cudem. Ale jeśli już trafisz na jednego z tych długich Polonezów, warto sprawdzić:

  1. Ramy i progi – przedłużone sekcje były często słabo zabezpieczone antykorozyjnie.
  2. Spasowanie paneli – auto było składane w małych seriach, więc nie ma co oczekiwać niemieckiej precyzji.
  3. Dokumentację – część Jamników była budowana nieoficjalnie, warto mieć potwierdzenie pochodzenia.
  4. Dostępność części – mechanicznie to Polonez, więc łatwo, ale karoseria? Zapomnij – wszystko dorabiane.

Polonez „Jamnik” w oczach miłośników

W świecie klasyków zawsze znajdzie się grupa zapaleńców, którzy kochają auta nie za błysk, lecz za historię. Dla nich Jamnik jest idealny. Kiedy na zlot wjeżdża Cayenne GTS, wszyscy przechodzą obok. Ale gdy z daleka zbliża się coś, co przypomina limuzynę PRL-u z doklejonym tyłem kombi, aparat fotograficzny idzie w ruch.

I właśnie to czyni Jamnika wyjątkowym. To nie jest samochód piękny w sensie katalogowym. To samochód prawdziwy – trochę nieudany, trochę szalony, ale w pełni autentyczny. I w tym całym chaosie karoserii tkwi jego magia.

Dygresja: kiedy dłuższe naprawdę znaczyło lepsze

Nie tylko FSO eksperymentowało z takimi konstrukcjami. Brytyjczycy mieli swoje limuzyny Austin Princess, Francuzi dobudowywali „ogon” do Renault 16, a Włosi w latach 70. przedłużali Fiaty 125 do wersji „presidenziale”. W tym sensie FSO wcale nie było odizolowane od światowych trendów – po prostu miało mniej środków, a więcej pasji.

Czy warto inwestować w Poloneza Jamnika?

Inwestycyjnie – to raczej hobby, nie interes życia. Ale z punktu widzenia miłośnika polskiej motoryzacji – absolutnie warto. Ceny egzemplarzy, które jeszcze da się uratować, są relatywnie niskie, a satysfakcja z doprowadzenia takiego egzemplarza do stanu ekspozycyjnego jest ogromna.

Trzeba tylko pamiętać, że eksploatacja jest wyzwaniem. Auto nie mieści się w standardowym garażu, wymaga specyficznych części blacharskich i cierpliwości przy rekonstrukcji tyłu nadwozia. Ale gdy już uda się doprowadzić Jamnika do perfekcji – efekt na zlocie gwarantowany. To typowy polski jednorożec na czterech kołach.

Jak utrzymać go w dobrej kondycji

  • Regularne woskowanie podwozia i antykorozja – długi Polonez rdzewieje szybciej niż krótszy.
  • Trzymanie w suchym pomieszczeniu – wilgoć to jego śmierć.
  • Zachowanie oryginału – przeróbki niszczą kolekcjonerską wartość.
  • Udział w zlotach – społeczność „Jamników” jest niewielka, ale zgrana i zawsze gotowa do pomocy.

Na zakończenie

Polonez „Jamnik” to coś więcej niż samochód. To kawałek historii, świadectwo polskiej kreatywności i dowód na to, że nawet z ograniczonych zasobów można stworzyć coś zapadającego w pamięć. Choć często bywa obiektem żartów, trudno nie darzyć go sympatią. I kto wie – może za kilkanaście lat te przedłużone kombi z FSO będą wyceniane równie wysoko jak dziś rzadkie wersje Forda Taunusa czy Škody 1203?

A jeśli kiedykolwiek zobaczysz go na drodze – nie śmiej się. Pomachaj. Bo widzisz właśnie fragment minionej epoki, który wciąż ma do opowiedzenia swoją historię.


Najczęściej zadawane pytania

1. Czym dokładnie był Polonez „Jamnik”?

To przedłużona wersja Poloneza Caro lub kombi, produkowana w małych seriach, głównie dla służb i instytucji, oferująca więcej przestrzeni ładunkowej lub pasażerskiej.

2. Ile egzemplarzy powstało?

Nie ma oficjalnych danych, ale szacuje się, że powstało najwyżej kilkaset sztuk – większość w drobnych seriach i wariantach eksperymentalnych.

3. Czy Polonez „Jamnik” był dostępny dla klientów indywidualnych?

Sporadycznie tak, choć głównie trafiał do firm i służb. Nieliczni prywatni nabywcy mogli go dostać, jeśli mieli odpowiednie „znajomości” w FSO.

4. Jakie były typowe silniki w „Jamniku”?

Najczęściej stosowano jednostki 1.6 z Fiata lub 2.0 DOHC, znane z klasycznych Polonezów, choć istniały też wersje z dieslem dla eksportu.

5. Czy łatwo utrzymać taki samochód dziś?

Mechanicznie – tak, bo to Polonez. Blacharsko – nie, ponieważ karoseria była często modyfikowana i części już nie istnieją.

6. Jakie są ceny rynkowe Polonezów „Jamników”?

W dobrym stanie to rzadkość – ceny wahają się od 25 do 60 tysięcy złotych w zależności od oryginalności i kompletności.

7. Czy „Jamnik” ma jakieś klubowe środowisko?

Tak, istnieje kilka grup pasjonatów w internecie, którzy wymieniają się doświadczeniami, częściami i dokumentacją historyczną.

8. Jakie są największe wady tego modelu?

Korozja, słaba sztywność nadwozia oraz trudność z częściami blacharskimi – ale też nie da się ukryć, że właśnie te cechy dodają mu charakteru.

9. Czy warto go odrestaurować?

Dla miłośnika klasyków – jak najbardziej. Dla inwestora – raczej nie, to auto z serca, nie z kalkulatora.

10. Dlaczego Polonez „Jamnik” budzi tyle emocji?

Bo jest jedyny w swoim rodzaju. Symbol polskiej zaradności, niedoskonały, ale z duszą – i właśnie za to kolekcjonerzy go kochają.